Zdrowie

Moja historia

Moja historia

Długo zbierałam się do opublikowania tego tekstu, wciąż mam obawy i wątpliwości. Jednak ostatni rok pokazał mi, pokazał nam wszystkim, jak ważne jest nasze zdrowie, nasza świadomość dbania o nas samych i nasze życie. Chciałam się podzielić z Wami moją drogą, walką o własne zdrowie i budowanie zdrowym nawyków żywieniowych. Mimo, że na początku byłam kompletnie zagubiona, udało mi się odzyskać zdrowie i znaleźć w tym wszystkim równowagę i balans, które jest bardzo ważne, szczególnie w dzisiejszych czasach. Chciałam, abyście wiedzieli, że wszyscy zaczynamy od mniejszej lub większej wiedzy i doświadczenia, ale nic nie jest trudne i nieosiągalne, jeśli tylko naprawdę chce się to zmienić. Praca i silna wola może zdziałać cuda, warto próbować i starć się, nawet małymi krokami, wprowadzać zmiany, które po czasie mogą okazać się ogromną zmianą i mogą stać się naszym stylem życia.

Jak to się wszystko zaczęło?

Ciężko jest pisać o samej sobie, jednak mam nadzieję, że moim wpisem pomogę chociaż jednej osobie, a to już będzie wielki sukces dla mnie. Więc zaryzykuję i napiszę o sobie, a konkretnie o historii mojej choroby, a nawet kilku chorobach.

Byłam wtedy na studiach, sesja się zbliżała, a mnie jak na złość dopadło jakieś chorubsko, postanowiłam „na własną rękę” podjąć leczenie. Już nigdy więcej nie popełniłam tego błędu i mam nadzieję nie popełnić. Poszłam do apteki zaopatrzyć się w przeróżne dostępne leki na grypę i przeziębienie i oczywiście zaczęłam je stosować, bez umiaru, logiki i zastanowienia. Były tabletki, krople a nawet spray’e do nosa, wszystko. Sesje zaliczyłam, niestety moje zdrowie nie przeszło testu najważniejszej lekcji mojego życia, pokory i wsłuchiwania się w swój własny organizm, tego co ma mi do powiedzenia. Zlekceważyłam go i musiałam za to zapłacić.

Przez kolejne 10 lat walczyłam o odzyskanie mojego zdrowia. Z różnym skutkiem, różnymi metodami, ale muszę powiedzieć, że jestem na dobrej drodze. Uczę się wciąż słuchać tego co chce przekazać mi mój organizm, moje ciało i idzie mi to coraz lepiej. Ale wracając do moich studiów…

Niedługo po sesji zaczęły pojawiać się nocne napady duszności, które stawały się coraz silniejsze. Nie pozwalały mi na swobodne złapanie oddechu, budziłam się w nocy i się dusiłam. Później napady te zaczęły pojawiać się również w dzień jak i na zajęciach. Poszłam do lekarza, do alergologa. Po przeprowadzeniu wywiadu, testów alergicznych, które zresztą nic nie wykazały, oraz spirometrii, postawiona została diagnoza. Astma. Dostałam książeczkę o astmie oraz wykład od Pani Doktor, jedyne co zapamiętałam to to, że astmę ma się do końca życia. Po wyjściu z gabinetu, z plikiem recept w ręku i oczywiście z książeczką o astmie, rozpłakałam się.

Byłam bezradna i nie wiedziałam jak z tym żyć, jak żyć z astmą. Brałam leki i słuchałam tego co mi Pani Doktor mówi. Astma została zaleczona, zmniejszyła się ilość ataków, ale niestety wciąż się pojawiały. Po około 2 latach leczenia okazało się, że mogę mieć polipy w nosie. Zapytałam się Pani Doktor, czy to może mieć powiązanie z astmą. Dostałam tylko odpowiedź, że ona mnie leczy z astmy, z polipami mam się udać do laryngologa. Poszłam więc do laryngologa.

Kolejna wyboista droga przede mną, z cierpieniem i wciąż z brakiem odpowiedzi na pytanie co mi dolega i co najgorsze z brakiem poprawy mojego zdrowia. Laryngolog zaproponował mi tzw. punkcje zatok, nie zgodziłam się wtedy, wystraszyłam się gdy zobaczyłam w jakich warunkach jest ten zabieg przeprowadzany. Uciekłam, dosłownie uciekłam ze szpitala.

Moja historia

Droga do odzyskania mojego zdrowia

W akcie desperacji poszłam do mojej Pani Profesor ze studiów, żeby mi poradziła, albo podpowiedziała co mogę zrobić, do kogo się udać z moimi dolegliwościami. Gdy opowiedziałam jej moją historię, dostałam od niej nie tylko poradę, ale jak się okazało również diagnozę, której nie mogli postawić mi przez tyle lat różni lekarze. Okazało się, że mam nietolerancje niesteroidowych leków przeciwzapalnych. Tak właśnie, uczulenie na aspirynę, która de facto występuje prawie w każdym leku na grypę i/lub przeziębienie, a także w tabletkach przeciwbólowych.

Poleciła mi również Pana Doktora, który przeprowadził mi zabieg usunięcia polipów w nosie oraz endoskopowe oczyszczanie jednej, prawej zatoki. Zabieg miałam przeprowadzony trochę później, po skończeniu studiów, z prostej przyczyny, zbierałam na niego pieniądze. To nie jest mała kwota, przyznaję że trochę mi to zajęło, około 2 lata. Sam zabieg mi nie pomógł tak, jak tego oczekiwałam. Zapomniałam wspomnieć, że przez te wszystkie lata nie miałam zmysłu węchu. Straciłam węch, a co z tym się łączy, również i smak. A na tym mi najbardziej zależało, aby oba te zmysły odzyskać. Lekarze wcześniej mnie przekonywali, że nigdy nie odzyskam węchu, a nawet jeśli mi się to uda, to nigdy w stu procentach. Ja jednak miałam nadzieję, że mi się uda…

Byłam na dobrej drodze, z czystą kartką jeśli tak mogę napisać, a raczej z czystym nosem:) zaczęłam szukać informacji o nietolerancji niesteroidowych leków przeciwzapalnych. Nie było tego za wiele, ponieważ w tamtych czasach mało kto wiedział o takiej nietolerancji. Dlatego poszerzyłam poszukiwania i zaczęłam szukać informacji w języku angielskim. Dowiedziałam się między innymi, że kwas acetylosalicylowy (potocznie aspiryna) występuje również w jedzeniu.

Wprowadziłam dietę eliminacyjną, którą znalazłam na stronie salicylatesensitivity.com. Wówczas to była chyba jedyna strona, która opisywała dokładnie co to znaczy być wrażliwym na salicylany i jak sobie z tym radzić. Po około pół roku diety, nastąpiła znaczna poprawa. Oczywiście wszelkich leków, które posiadają w swoim składzie kwas acetylosalicylowy, nie biorę do dzisiejszego dnia. Odstawiłam również leki na astmę*. Tak więc dieta i odstawienie wszelkich form przyjmowania salicylanów, przyniosło efekty.

Jak jest teraz?

Obecnie mogę powiedzieć, że od ponad 8 lat nie miałam żadnego ataku astmy, odzyskałam węch oraz smak i czuję się coraz lepiej. Nie ograniczam się już z jedzeniem, nie stosuję diety niskosalicylanowej, ale bardzo uważam na to co jem. Czytam etykiety produktów, nie kupuję jeśli w składzie znajdują się konserwanty, polepszacze czy też inne syntetyczne dodatki. Staram się jeść zdrowo, ale też podchodzę do tego racjonalnie. Zdarza mi się zjeść „coś na mieście”, czasami nawet „coś niezdrowego”, ale oczywiście to są wyjątki, nie robię tego codziennie.

Tak w wielkim skrócie przedstawia się moja historia. Przez te wszystkie lata nauczyłam się wiele, dużą część tej wiedzy przekazałam najbliższym. Jak słusznie zauważyli, oczywiście najpierw musiałam się trochę namęczyć, aby im to uświadomić, że jedzenie ma ogromny wpływ na nasze zdrowie. Ale nie tylko jedzenie, równie ważne jest co nakładamy na nasze ciała, jakich kosmetyków używamy.

Jednak najważniejsze jest nasze pozytywne nastawienie, które ułatwia nam przejść przez to wszystko. Z własnego doświadczenia wiem jak pozytywne myślenie jest pomocne przy walce z różnymi naszymi chorobami i dolegliwościami.

Moja historia

 

Nie jestem lekarzem. Opisałam moje doświadczenia i moją historię choroby. Zanim podejmiesz jakiekolwiek leczenie na własną rękę, najpierw skontaktuj się lekarzem. 

*Zanim odstawisz jakiekolwiek leki, najpierw skonsultuj to ze swoim lekarzem.

Brak Komentarzy

Napisz komentarz